Pieseły to miszczeły!  Czy ja zresztą muszę to posiadaczom psów tłumaczyć?

Niekwestionowani liderzy dobrej zabawy, niezastąpieni towarzysze w domu i absolutnie fenomenalni pracownicy służb publicznych. Każdy słyszał o psach szukających bomb, narkotyków, złodzieja w krzaku, górnika pod zawałem, uprowadzonych dzieci… Coraz modniejszy staje się nosework, gdzie pies sportowo szuka zapachów olejków na zawodach.

Ale to nie wszystko! Mamy psy dla głuchoniemych, psy sygnalizujące zbliżający się atak padaczki, psich pomocników w domach osób niepełnosprawnych a także psy wykrywające niski cukier.

Mnożą się i mnożą dowody na mistrzowskie posługiwanie się nosem, ale gdy przeczytałam w wakacje książkę „Psi Dar”, w której opisano możliwości wykorzystania psów do wykrywania raka, nawet się nie spodziewałam, gdzie mnie to zaprowadzi.

Bo ja ogólnie to jestem typem takiego psa ze służb właśnie.

Jak chwycę trop, to węszę, szukam, sprawdzam i porównuję.

I tak zaczęłam czytać o Medical Detection Dogs, o wykrywalności raka przez psy na poziomie ponad 90% i gdzieś w labiryncie kliknięć i przekierowań, w czeluściach internetu i na granicy, z której droga była już tylko w stronę dank memes lub filmów z fokami na youtube, mignął mi komentarz z linkiem do profilu Nagi – psa, który wykrywa gluten!

Wykrywa gluten!

Najpierw przez głowę przewinęła mi się lawina pomysłów na śmieszne memy, o psie idealnym dla Ani, żony pewnego piłkarza, który ma zakaz lub dla dietetyka – szkoleniowca Kuby Mauricza, z tekstem „koniec z pączkiem zjadanym w przerwie kawowej – Mauricz ma psa wykrywającego gluten”- tu śmiechłam.

A potem się wkręciłam.

Psi Detektor Glutenu

psi detektor glutenu

Każdy dziś wie, że obok słowa gluten występują słowa kluczowe: bułka, pizza, pszenica, zboże i masa, masa innych. Sama pamiętam jednak swoje zdziwienie, gdy na którymś ze starych szkoleń, na których byłam, chyba u Iwony z Ajwen, padło hasło, że gluten jest nawet w niektórych szminkach.

I tak sobie myślę, że mama, która dowiaduje się, że dziecko ma celiakię, odruchowo odrzuci te bułki i zboża. Potem oczywiście doczyta o pasztetach i majonezach czy przyprawie do grilla.

Ale jeśli z celiakią spotkała się dopiero teraz, a z dietetyką nigdy nie miała do czynienia, bo i po co, czy pomyśli o swojej szmince? Szamponie do włosów? O leku na grypę czy paście do zębów?

W sensie, że czy tak od razu na to wpadnie?

Wiadomo, że z czasem każdy nabiera wprawy, aleee… Skoro w czytanych przeze mnie artykułach (patrz na końcu), dziewczyna-studentka, z celiakią od dziecka, miała bez psa problem z namierzeniem produktów dla siebie niebezpiecznych, to jak niebezpieczne lekcje na małym organizmie odbywa taka „świeżo-zielona-matka-dziecka-z-celiakią”, na którą to info spada z siłą niszczącą równą atomówce w Japonii!?

Taka matka musi w jak najkrótszym czasie przyswoić FSZYSTKO, przewartościować wszystko i … pewnie wywalić niemal wszystko, co ma w domu!

Musi przyswoić to, co od lat krąży w internetach, na szkoleniach, na blogach, kursach, w książkach, na forach. Wszystko, co czasem się wyklucza, bo internet nie jest przecież nieomylny. Wszystko to, co napisali mędrcy spod nieznanej gwiazdy, pozujący na ekspertów w huku lajków na fejsie. Czasem spotyka się też z hejtem sprowadzonym do „uległaś modzie” i z tego natłoku informacji ma wyłowić, to co jest PRAWDĄ a nie prawdą tefałenu, faktu czy innych takich.

Kurczę, gdyby wraz z informacją „dziecko ma celiakię” dawano receptę na psa niuchającego za glutenem, ilu problemów i niepotrzebnych wizyt w izbie przyjęć dałoby się uniknąć!

Czy to ma rację bytu?

Chociaż na dzień dzisiejszy nie ma oficjalnych programów szkoleniowych, ani certyfikatów, które sprawiłby że legalnie, jednoznacznie i wiarygodnie można byłoby nazwać psa wykrywaczem glutenu, to informacji o sukcesach wśród osób z tą chorobą w internecie jest pełno. Szok.

Znalazłam info o psie, który z 96% skutecznością potrafi wykrywać gluten nawet poprzez zamknięte opakowania w sklepie, kolejne dochodzą nawet do 98%, potrafiąc wykryć tak niewielkie zanieczyszczenia tym białkiem, że to aż nieprawdopodobne.

I owszem, sceptycyzm nakazuje podkreślić, że nadal nie mówimy o 100% skuteczności, ale mimo wszystko, przy tak powszechnym zanieczyszczeniu żywności ( i nie tylko) glutenem – w codziennym życiu, taki pies byłby nieocenioną pomocą. 

Sam trening jest mega trudny, gdyż gluten występuje pod wieloma postaciami i pies musi potrafić bezbłędnie wskazać je wszystkie. Chleb i ta przytoczona wcześniej szminka, bułka i pasta do zębów. Takich rzeczy lepiej uczyć się od sprawdzonych trenerów. No i nie każdy pies nada się do takiego treningu.

Ty myśl, ja gluten wyniucham!

No i co najważniejsze – nie możemy przestać myśleć. Trenerzy szkolący takie psy podkreślają, że psi pomocnik sprawdzi się idealnie w domu, w którym już podstawowa selekcja się odbyła. Gdzie już z grubsza glutenu nie ma a pies sprawdza każdą nową rzecz, która do domu zostanie przyniesiona. W takich sytuacjach można wyćwiczyć 100% skuteczność.

Te wartości niższe, 90%, 95-6% czy 98% to właśnie wartości osiągane w trudniejszym terenie – w sklepie, gdzie wszystko będzie glutenem napchane, w restauracji, gdy glutenem zionie cały lokal, w pizzerii, budce z hot dogiem. Według mnie jest to i tak świetny próg wykrywalności, ale też no nie róbmy sobie jaj – ktoś kto je bezglutenowo nie pójdzie do maka i nie będzie sprawdzał psem, czy jednak może w menu pojawiło się coś dla niego.

Ale już jeśli pójdziemy do restauracji, lokalu, cukierenki deklarujących się jako bezglutenowe, taki pies będzie idealnym testerem obsługi, czy faktycznie serwuje bezgluten, czy może szef kuchni wybrał grzanki z sałatki pęsetą na moment przed podaniem.

źródło tu, tu i tu

Photo by Ken Reid on Unsplash