Filozofia Odżywiania

filozofia odzywiania psa, jak żywić psa

Odżywianie – nie żywienie!

Najpierw krótkie definicje:

Żywienie – dostarczanie organizmowi odpowiednich pokarmów zapewniających utrzymanie jego podstawowych procesów życiowych.

Odżywianie – proces życiowy polegający na pozyskiwaniu przez organizm ze środowiska pokarmu a dokładniej zawartych w nim składników odżywczych.

Jest w tych pojęciach pewna subtelna różnica. Definicja żywienia skupia się na równowadze metabolicznej. Definicja odżywiania – na składnikach, które wraz z kaloriami sobie dostarczamy. W trakcie jedzenia Ty i Twój pies dostarczacie swojemu organizmowi pokarm (żywienie), ale dopiero to, co wasze organizmy potrafią”wyciągnąć” z tego posiłku liczy się najbardziej (odżywienie).

Jednak żeby Wasze organizmy wyciągnęły z pożywienia jak najwięcej, musimy tak dopasować skład posiłków, by odpowiadał Waszym potrzebom. Nie potrzebie Krysi spod szóstki i nie potrzebom psa sąsiada z parteru.

NIE ISTNIEJE SCHEMAT IDEALNY DLA WSZYSTKICH

[su_spacer size=”20″]

Przecież to wiesz – w żywieniu ludzi istnieje wiele różnych podejść do diety.

Możemy zmienić swoją dietę na dietę paleo albo wegetariańską. Możemy zostać frutarianami a możemy przyjąć za wyznacznik dietę ketogeniczną (mięsną albo roślinną, jak post Dąbrowskiej). A to dopiero ułamek, bo przecież zostają wszystkie koncepcje high carb. Pamiętajmy też o diecie śródziemnomorskiej. Samuraju. Dietach sportowców.

Wszystkie te rozwiązania mają swoje badania kliniczne i swoje niepodważalne i udokumentowane racje. Zapewne znasz nawet kogoś, kto poprawił swoje zdrowie lub sylwetkę na którymś z tych systemów. A być może z własnego doświadczenia wiesz, że nie wszystko na Ciebie działa. Wbrew pięknie napisanej książce, wyłożonym jasno i czytelnie racjom. Czytasz książkę, to wszystko do Ciebie przemawia, z werwą wdrażasz w życie… i nie wiesz, co poszło nie tak, albo rzucasz w cholewę nie widząc obiecanych efektów zdrowotnych.

Podskórnie wiesz to – nie ma diety idealnej dla wszystkich ludzi.

Świat psich diet podąża krok w krok za naszymi dietami.

[su_spacer size=”20″]

Kiedy w naszej kuchni przestało rządzić jedzenie a pojawiły się „upraszczacze” życia w postaci wszelkiej maści gotowców – ludzkość zachłysnęła się nimi okrutnie. Przetworzone jedzenie opanowało nasze lodówki… a następnie miski naszych psów.

W 1985 roku Stanley Boyd Eaton wydał Paleolithic Nutrition, co stało się podwaliną diety paleo. W 1988 rynek zwojowała The Paleolithic Prescription. To był strzał w dziesiątkę. W czasie gdy uprzemysłowienie sektora spożywczego rosło drastycznie, zaoferowano jako alternatywę powrót do korzeni –  styl życia i odżywianie oparte na jakości jedzenia. Punktem odniesienia była dieta naszych przodków, zbieraczy i łowców, których pożywieniem było głownie mięso, warzywa, owoce, orzechy i nasiona.

A już w 1993 ta sama idea ruszyła w świat żywienia psów i na rynku pokazała się książka Dr. Ian’a Billinghurst’a  Give Your Dog a Bone, stawiając na te same zasady. Powrót do korzeni, dietę opartą na żywieniu psich przodków, zawierającą prawdziwe składniki pokarmowe – surowe mięso i kości, podroby, warzywa, jaja, jogurt… (Tu jako ciekawostkę zostawię fakt z biografii dr. B, gdyż zaczął on propagować dietę naturalną po podjęciu edukacji w zakresie TCM!! a pierwszą próbę popularyzacji wpływu żywienia na przebieg chorób podjął w artykułach branżowych już w 1986, rok po Eatonie.)

Kiedy do łask wróciły diety niskowęglowodanowe i ketogeniczne, ten trend szybko przeniósł się również na psie miski. Kiedy wprowadzono pojęcie superfoods – pojęcie to równie szybko zaadaptowano dla potrzeb psiego „rynku”. Przykłady można mnożyć.

[su_label type=”info”]Swoją drogą, paleo to też od już kilkunastu lat najbliższa mi ścieżka, na samym keto-paleo byłam blisko 3 lata, na długo zanim ten trend opanował polską dietetykę. W internetach można jeszcze znaleźć wiele moich postów w grupach dla optymalnych i czy keto sportowców – przez trzy lata w ketozie poznałam bowiem zarówno jasne, jak i ciemne strony tego schematu i chętnie się nimi dzieliłam. Takie wtrącenie – może kiedyś rozwinę.[/su_label]

Ale czy to podążanie jest czymś złym?

[su_spacer size=”20″]

Niekoniecznie!

Jako ludzkość wiemy już, że coś poszło bardzo nie tak. Korelacja między uprzemysłowieniem a rosnącą ilością chorób przewlekłych, rakiem, degradacjami jest aż nadto czytelna. Postępująca industrializacja sprawiła, że przestaliśmy jeść zgodnie z naszymi genami. Logiczne więc, że szukamy ścieżki odwrotu. Ścieżki prowadzącej do dobrego zdrowia i długiego życia. Rosnąca humanizacja zwierząt i miłość, jaką im dajemy niesie za sobą również troskę o ich zdrowie i lepszą jakość ich życia. I to jest piękne.

Problem w tym, że każdy autor diety próbuje upchnąć nas we własny schemat!

[su_spacer size=”20″]

Między mną a Tobą jest (tylko i aż) około 0,1% różnicy w genomie.

A prawdopodobieństwo, że poczujemy się dobrze odżywiając się tak samo, jest niewielkie. Gdzie w tych żywieniowych schematach miejsce na wpływ środowiska i stylu życia? Gdzie aktualny stan zdrowia i potencjalne różnice w celach, które chcemy żywieniem osiągnąć? Gdzie najzwyklejsze predyspozycje smakowe? Wypijesz ze mną na śniadanie szejka z surowej wątróbki, banana i malin tylko dlatego, że w 3 minuty udowodnię Ci, że to najlepszy prozdrowotny miks? ( I jak już opanujesz ten grymas na twarzy – to to serio nieźle smakuje  🙂 )

Jesteśmy jednocześnie tak bardzo do siebie podobni i tak bardzo różni, że jak dotąd każda próba zamknięcia odżywiania w jednym obowiązującym całą ludzkość schemacie spełza na niczym.

Między człowiekiem a jego przodkiem – szympansem jest plus minus 3% różnicy, tyle samo co między wilkiem a udomowionym psem. Wyobrażasz więc sobie, że w świecie ludzi zaczyna powszechnie obowiązywać schemat – „chcesz być zdrowy – jedz jak szympans?” (owady, rośliny i a czasem surowe mięso innych małp) 🙂 A co, jeśli Ci powiem, że taki schemat funkcjonuje i ma spore poparcie w badaniach, faktach i jest uznawany za… NATURALNY? Pójdziesz w to?

W świecie psów te różnice osobnicze są znacznie bardziej pogłębione, zdecydowanie bardziej widoczne a mimo to nie wyciągamy żadnej nauczki z ludzkiego doświadczenia. Przecież wygrać psie zdrowie można tylko jednym schematem. Jakim? „MOIM” – krzyczy każdy autor!

Od lat próbuje się „upchnąć” psie miski w jeden ze schematów, w matematyczną proporcję, ignorując predyspozycje i potrzeby poszczególnych psiaków, ras i równając wszystkie psy do uśrednionego wilczego przodka.

I mimo, że wszyscy możemy się zgodzić, że im bardziej przetworzone jedzenie, tym większe zło, to dopiero gdy wejdziemy na fora i grupy związane z naturalnym żywieniem, możemy zobaczyć czym jest prawdziwa żywieniowa wojna.

Wszystkim zależy na dobru psa a nikt się z nikim nie zgadza

Schematy psiego odżywiania, oparte o prawdziwe produkty spożywcze, mogą zaatakować Cię procentami: 80/10/10 albo 80/10/5/5 a także 50/40/5/5 i innymi kombinacjami a każda z nich ma swoich oddanych fanów i literaturę. Chociaż ta niekoniecznie oprze się o dowody inne jak domniemanie. Tak czy owak, procent, jaki by nie był, rzeczą zdaje się być świętą i nietykalną.  Jednak radykalizm procentowy dotyczy oczywiście jedynie psiego żywienia i nie przeszkadza Twojemu rozmówcy względem siebie stosować inne założenia 🙂 

Jak już przebrniesz przez procenty to natkniesz się na wojnę pomiędzy żywieniem surowym a gotowanym. Co ciekawe, obróbka termiczna jako zło wcielone marnujące składniki odżywcze i ściągające śmierć powolną acz nieuniknioną- zdaje się dotyczyć jedynie tego, co wkładasz do miski psa. Nie umniejsza ona natomiast jakości posiłków Twoich rozmówców, którzy mimo radykalnych poglądów na temat psiego jedzenia, sami jednak częściej chwalą się usmażoną karkówką niż jedzeniem tatara na śniadanie, obiad i kolację 🙂

Jedni zalecą posiłki bilansowane w skali dnia, inni dadzą sobie głowę uciąć, że liczy się bilans w skali tygodnia a nawet miesiąca. Są osoby, które za wyznacznik biorą tabele zapotrzebowania publikowane przez AFFCO. Są też tabele NRC. Są też maniacy suplementacji stosowanej na oślep. A nadal mówimy o zwykłym, poczciwym, zdrowym psie. Sytuacja zaczyna się komplikować dodatkowo, gdy Twój pies nie jest okazem zdrowia.

To potrafi być przytłaczające, potrafi zniechęcić.  Szczególnie, że każdy twierdzi z pełnym przekonaniem, że ma rację a wszyscy inni powolnie zabijają swojego psa.

WSZYSTKO ALBO NIC – O DYCHOTOMII MYŚLENIA

Podejście, które niszczy drogę do sukcesu

[su_spacer]

Wszystko albo nic, zero-jedynkowość, czyli dychotomia w odżywianiu to bardzo powszechny błąd, który lawinowo powielają Opiekunowie Psów, mimo że z doświadczenia wiemy, że u ludzi też to się nie sprawdza!
Na czym to polega?
Na tym, że wszystko w koło musi wpasować się w jeden ze schematów. Jesteś poza schematem – to nie dbasz o zdrowie swoje, nie dbasz o zdrowie psa. To w końcu nie program o wnętrzach Doroty Szelągowskiej! Tu nie ma szarości 🙂 Może być czerń albo biel.  Albo żywisz tak, jak napisano, albo śmierć i zniszczenie.
Może być:
  • dobry schemat– zły schemat;
  • zdrowe – syfiaste;
  • bez węglowodanów – obżeranie się węglowodanami
  • prawdziwe – fałszywe;
  • winni – niewinni;
  • my – oni;
  • przyjaciele– wrogowie;
  • zasady – brak zasad;
  • naturalny – nienaturalny;
  • surowe – Royal Canin 😀

 

Nie jedz tego! To nienaturalne!

Do zasady „wszystko albo nic” dochodzi zjawisko zwane odwołaniem do natury, tak zwany błąd naturalistyczny. Wiesz o co chodzi w tej sztuczce? Kiedy Twój rozmówca argumentuje nieomylność danego rozwiązania, ponieważ jest to rozwiązanie naturalne. Rozwiązania inne traktuje jako złe lub niepożądane, ponieważ są nienaturalne. Odwoływanie się do natury jest częstą praktyką marketingową stosowaną w przypadku systemów żywieniowych, pokarmów i suplementów, eko kosmetyków czy niektórych terapii alternatywnych. Np na etykiecie masz wyrażenie typu „100% naturalne”, które sugeruje, że produkt czy rozwiązanie jest przyjazny dla środowiska i/lub bezpieczny. Naśladujesz naturę, więc to musi być dobre.

Natura kojarzy się dobrze, natura się dobrze sprzedaje. Jeśli powołasz się na naturę, nikt nie będzie zadawał pytań.

Nie dawaj mu tego, bo umrze!

Oj tak, informację, książkę czy określoną proporcję żywieniową trzeba sprzedać.

Rozpowszechnianie zaleceń żywieniowych opiera się na takich samych zasadach, jak sprzedaż prozdrowotnych garnków czy przełomowego kremu do pielęgnacji twarzy. Operując emocjami, troską o zdrowie, strachem przed śmiercią, wyłącza się u odbiorcy myślenie.  Ta sprzedaż opiera się o konkretne, sprawdzone schematy. Wywołaj strach. Uderz w czułą nutę, zagroź śmiercią tych, których „klient” kocha i wtedy wejdź cały na biało, niosąc nadzieję i otuchę.

[su_label type=”info”]Edit: Na grudzień 2018 mam w kolekcji 72 książki z całego świata dotyczące tylko żywienia psów (głównie w temacie homemade oraz barf/raw). 64 z nich zbudowane są dokładnie na tym samym schemacie. Część A -jesteś w czarnej pupie. Część B- zło komercyjnego żarcia, czyli dlaczego jesteś w czarnej pupie. Część C – nie bój się, nadciągamy z odsieczą i naszym super produktem/recepurą/ więc tylko zastosuj a przestaniesz być w czarnej pupie. [/su_label]

Aby w dzisiejszym natłoku informacji wzbudzić zainteresowanie, należy odnieść się do sfery emocji, a niekiedy także – uczuć, co może wypaczać meritum omawianego zagadnienia. Często też cytowane materiały czy dane wywodzące się z badań naukowych, zostają poddane marketingowej obróbce. To znowu prowadzi do zniekształcenia komunikatu i wypaczenia pierwotnego sensu informacji. Skutkiem tego typu praktyk potrafią być sytuacje, gdy cytowane w literaturze badanie ma za zadanie potwierdzić prowadzoną przez autora argumentację, mimo że w oryginale jej przeczy ( tru story 🙂 ) Skutkiem takich zniekształceń bywa również zalecenie ograniczenia pewnych składników odżywczych u ogółu przypadków, podczas gdy ograniczenie to winno dotyczyć osobników z bardzo konkretnym schorzeniem.

Dla człowieka z młotkiem wszystko wygląda jak gwóźdź*

Nauka już dawno temu wykazała, że wszyscy – mniej lub bardziej świadomie – przejawiamy tendencje do poszukiwania potwierdzenia dla swoich przekonań (Scott Plous -The Psychology of Judgment and Decision Making). Nie ma w tym nic dziwnego, każdy lubi mieć rację. Jednak istnieje druga strona medalu. Jest nią skłonność do weryfikacji słuszności swojej opinii w sposób selektywny. Skupiamy się na dowodach potwierdzających nasze stanowisko i zarazem ignorujemy wszelkie alternatywy.

To na polu dietetyki jest widoczne aż bardzo. Szerzy się ta zerojedynkowość i radykalizm poglądów. Jeśli już raz zostałeś ekspertem od np: „nie jedz zboża bo umrzesz” to przecież ucierpi TWOJA REPUTACJA jak przyznasz, że zdanie ci się zmieniło  lub pod naporem nowych faktów nie wytrzymało próby czasu. Z dietetycznego faszyzmu natomiast prosta droga do śmieszności. Szczególnie, gdy do głosu dochodzi argument spłycający kontrargumentację oponenta do formy spisku wymierzonego w jedyną prawdę.

Tymczasem praktyka pokazuje coś zupełnie odmiennego. Im bardziej ortodoksyjne podejście, tym bardziej w skali czasu fałszywy okazuje się prorok.

*Matthew Quick (z książki Niezbędnik obserwatorów gwiazd)

 

Może więc pora zmienić nastawienie i zobaczyć całe spektrum możliwości pomiędzy?

Świat nie jest przecież zero-jedynkowy! A odżywianie nie jest wojną, w której liczy się podejście „wszystko albo nic”.

I wiesz dlaczego tak twierdzę?

Bo troska o psy nauczyła mnie pokory.

Nie dzielę psy na te, którym warto pomóc i na te dla których nie ma nadziei. Pewnie, że fajnie jest rozpisać plan dietetyczny dla osoby bez ograniczeń finansowych. Edukować Opiekunów, którzy są w stanie zakupić i ściągnąć do Polski suplementy dla psa aż z Kanady czy z Tajlandii. I patrzeć jak ich pies rozkwita.

Ale przez ostatnie wiele lat przez mój dom ( jako tymczasowy) przewinęło się wiele psów, które szczęścia nie miały. Jestem w stałym kontakcie z fundacjami, schroniskami czy stowarzyszeniami. Kontaktują się ze mną, gdy trafia do nich pies – często w stanie drastycznym. Silne alergie, dermatozy, nietolerancje, ogólne wyniszczenie.

Jaki los czeka takiego psa, gdy trafi do schroniska czy fundacji? Jaką ma nadzieje na adopcję?

Takim psom też należy się pomoc i – za przeproszeniem – w tyłek mogę sobie wsadzić całą swoją przez lata zdobywaną wiedzę czy po prostu wewnętrzne przekonanie, że i my i psy zasługujemy na prawdziwe jedzenie 🙂 Nikt dla psa w publicznej placówce gotować nie będzie, nie każdego da się umieścić w domu tymczasowym, który ogarnie jedzenie surowe. Nie każdy zechce adoptować psa, którego odżywianie ” to jakiś cyrk”.

Lekcja z tego doświadczenia idzie prosta: odżywianie musi być dopasowane do potrzeb psa, ale również do możliwości, planu dnia, finansów czy stylu życia Opiekuna.

Od lat z zachwytem doświadczam zmian, jakie potrafią się pojawić u psa, gdy tylko zastosujemy wobec niego podejście funkcjonalne.  Każdy pies, który jest w stanie zmniejszyć lub całkowicie odstawić leki sterydowe przy atopii jest moim osobistym, świętowanym w ciszy sukcesem.  Suche chrupki nigdy nie wygrają z prawdziwym jedzeniem, ale nawet jeśli z musu czy wygody należało się do nich ograniczyć – wdrożenie zasad TCVM dawało pozytywne owoce.

I te zasady będę chciała Ci tu na blogu przybliżać, bo są bardzo intuicyjne i nawet nie wiesz, że wiele z nich co dzień stosujesz 🙂

POSTAW NA DOPASOWANIE I JAKOŚĆ- nie na schemat

[su_spacer]

Świetnie jeśli chcesz przygotowywać posiłki dla swojego psa własnoręcznie (nie ważne, czy surowe czy gotowane i czy dodasz złożone węglowodany czy nie. Każde z tych rozwiązań ma swoje miejsce na poszczególnych ścieżkach do zdrowia).

Ale jeśli wolisz zostać na chrupkach – okej.  Pamiętaj również o rozwiązaniach pomiędzy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by podkręcić smutne suchary świeżym jedzonkiem.

Liczy się jakość i zaadresowanie potrzeb!

Prawie każda zmiana z przetworzonej żywności na prawdziwe jedzenie, nawet jeśli będzie tylko częściowa – przyniesie mniejsze lub większe pozytywy.  Błyszczącą sierść, twarde stolce czy radość życia. Prawdziwe jedzenie to silne odżywienie, a to oznacza, że ​​nawet niedopasowana dieta będzie wyglądać świetnie – na początku i do czasu.

Wybierając pożywienie lepszej jakości, wybierasz jedzenie o większej gęstości odżywczej, bogatsze w składniki odżywcze, mikro i makroelementy. I to jest dobry początek. Ale dopiero spersonalizowane i ukierunkowane odżywianie, które kompleksowo wpływa na organizm psa, jest podstawą mojej filozofii odżywiania.

Personalizacja oznacza, że ​​należy zwrócić uwagę na indywidualne potrzeby psa, dzięki czemu można aktywnie skupić się na tych obszarach jego zdrowia, które są w tym momencie istotne. Które w danym momencie szwankują. Alergie i nietolerancje, choroby przewlekłe, choroby o podłożu autoimmunologicznym, rak, choroby nerek…

Czy wiesz że… Wspomniany wcześniej Dr. B w trakcie konferencji Raw Roundup z 2015 roku prowadził prelekcję dotyczącą obecności warzyw w diecie psa. Warto odszukać a nawet zapłacić, by posłuchać, szczególnie że zwraca uwagę, że ilość warzyw w diecie może oscylować od 10% do nawet 50% w zależności od celu terapeutycznego.

 

Ukierunkowane oznacza natomiast, że ​​mamy postawione rzeczywiste cele żywieniowe oparte o aktualne potrzeby Twojego psa. Nie opieramy się o szacowanie i proporcję względem wzrostu czy wagi, które podaje się w tabelach dla psów zdrowych.

[su_label type=”info”]Przykład? Zdrowy 5kg pies produkuje ok 20mg witaminy C ( dokładnie 18mg na każdy funt wagi ciała). Tymczasem w terapii ortomolekularnej przy pewnym powszechnym schorzeniu u tak małych psów dochodzi się do dawek ok. 750 mg vit C. Celowo nie podaję schorzenia, bo stosowanie terapii megawitaminami w nieodpowiedni sposób i niedopasowany do przypadku może być toksyczne. [/su_label]

Dlatego dowiesz się tu, dlaczego niby przeprowadzasz u psa dietę eliminacyjną, ale nie osiągasz zamierzonego efektu. Dlatego znajdziesz tu informacje, dlaczego nie w każdym przypadku surowa dieta przynosi rozwiązanie problemu. Znajdziesz tu wartościowe wskazówki, jak wybrać pożywienie wolne od składników, których powinien unikać twój pies.

Bez względu na Twój wybór dotyczący metody odżywiania (surowe/gotowane/mieszane/chrupki), dowiesz się jak zaadresować konkretne potrzeby Twojego psa.

Jak sprawnie wpłynąć na jego zdrowie. Postaram się uczulać Cię na drobne symptomy i sygnały, które pozwolą Ci samodzielnie reagować ZANIM delikatny brak równowagi przekształci Cię w poważny stan.

Może gdy zobaczysz, jak nawet drobne zmiany w misce potrafią zmienić stan Twojego psa, pójdziesz krok dalej. I do tego oczywiście będę Cię zachęcać, ale…

Z odżywianiem jest tak, jak z życiem – mogę dać Ci złote rady, ale zadziała tylko to, co uda Ci się skutecznie wdrożyć.

JESTEŚMY TYM, CO CIAŁO ZROBI Z JEDZENIEM

[su_spacer size=”10″]

Dieta, aby zadziałała – musi być dopasowana do Twojego psa!

Odżywianie jest przede wszystkim po to, by dostarczać to, co potrzebne i w ilości, jakiej ten konkretny pies, w tym konkretnym stanie zdrowia potrzebuje. To co jest ważne, to równowaga i odszukanie źródła problemu. I właśnie skupienie na źródle problemu a nie na symptomie to najważniejsza cecha TCVM.

Jeśli więc twój pies ma nietolerancję pokarmową, alergię, chorobę o podłożu immunologicznym lub po prostu określone preferencje żywieniowe (adopciak bez zębów 🙂 ), które przekładają się na pewne ograniczenia w odżywianiu, to czy masz pewność, że wciskany nachalnie schemat odpowie na potencjalne zaburzenia równowagi składników odżywczych, które są wynikiem stanu zdrowia Twojego konkretnego psa?

Jeśli chcesz aktywnie wesprzeć organizm Twojego psa poprzez dietę, nie zaczynaj od ładowania w niego w nieprzemyślany sposób całej góry suplementów! Zdrowe odżywianie to nie bogata suplementacja!

Suplementacja powinna jedynie wspierać dobrze przemyślane odżywianie i tylko wtedy, gdy realnie nie jesteś w stanie dostarczyć psu określonych substancji z pożywieniem.

I dlatego, aby Twój pies z odżywiania wyciągnął jak najwięcej, należy brać pod uwagę:
  • zdolność przyswajania składników odżywczych (zaburzenia trawienia czy absorpcji, flora bakteryjna jelit, wydalanie – odmienne stany zdrowia wymagają odmiennych rozwiązań i zmian wprowadzanych wraz z poprawą lub pogorszeniem stanu zdrowia. Nic nie jest postanowione na stałe.)
  • zdolność do ochrony i obrony (działanie systemu odpornościowego, infekcje, stan zapalny)
  • budowę ciała (proporcje między mięśniami i tkanką tłuszczową, jakość stawów, kondycję skóry)
  • komunikację (działanie systemu endokrynologicznego, przekaźniki nerwowe)
  • energię życiową (zdolność do wytwarzania energii, ocenę działania mitochondriów i wspieranie ich pracy)
  • detoks (umiejętność radzenia sobie z toksynami, procesy odtruwania)
  • styl życia (Zarówno psa jak i Opiekuna – wspólne spędzanie czasu i aktywności, odżywianie, stres  i emocje a także umiejętność radzenia sobie z nimi i u Ciebie, i u psa. No i możliwości. Świadomość ograniczeń.)
  • predyspozycje genetyczne (np: dalmatyńczyki wymagają diety o niskiej zawartości puryn, u malamutów występuje skłonność do zaburzeń w przyswajaniu cynku. A nawiązując już powoli do TCVM: psy o jasnym umaszczeniu częściej odczuwają problemy ze strony układu trawiennego, psy z czerwonym pigmentem mają problem z emocjami, przez co częściej niż inne cierpią z powodu nadaktywności, lęku separacyjnego, zachowań maniakalnych, chorób serca,  itd…)
  • czynniki wpływające na ekspresję genów ( w tym głównie nutrigenomika, czyli nauka o tym, jak dieta wpływa na ekspresję genów)
  • historia medyczna (przebyte choroby, wdrożone leczenie, aktualne dolegliwości i leki, wyniki krwi, moczu)

ODŻYWIANIE MA ZASPOKAJAĆ POTRZEBY PSA, ALE I TWOJE

[su_spacer size=”20″]

Dieta, aby zadziałała – musi być dopasowana również do Ciebie!

Powtórzę, to nie jest gra wszystko albo nic. Czasem lepiej zacząć od małych kroków, niż rzucać się od razu na głęboką wodę.  Najprawdopodobniej z własnego doświadczenia wiesz, jak kończy się 90% planów w stylu „od jutra jem eko i zdrowo i sama wszystko gotuję”. Podobnie będzie z dietą Twojego psa – jeśli wolisz, zacznij od drobnych zmian. Poczuj różnicę i rusz dalej. To lepsze niż pójść na całość i poddać się przy pierwszym potknięciu.

Albo zostań w tym miejscu, jeśli tylko Tobie odpowiada.

Zdrowie Twojego psa jest ważne, ale egoistycznie – Ty też masz się czuć komfortowo. Dlatego nie pozwól karmić się strachem! Strach to nie jest właściwa motywacja do zmian. Nie osiągniesz długotrwałego celu, jeśli nie będziesz swobodnie stosować diety, którą po prostu lubisz ( tak, dotyczy to i Ciebie i Twojego psa). Nie będziesz żyć w spokoju doszukując się w koło spisku a w każdym weterynarzu widząc, cytuję „bestię opłaconą przez wielkie koncerny”.

Jakie masz możliwości?

Oceń realnie, jaki masz stosunek do prawdziwego jedzenia. I co to dla Ciebie oznacza. Bo ja mogę pisać niekończące się epopeje o tym, dlaczego ważne jest to, co je stworzenie, które potem zjesz Ty i Twój pies. Ale to Ty poniesiesz koszt zakupu tych produktów ( finansowy, czasowy, organizacyjny). Ja np po jagnięcinę jeżdżę na Podhale, czyli jakieś 80km od domu. Udźwigniesz to?

Każda zmiana to nowy początek! I nowe możliwości. I zawsze możliwości jest więcej niż jedna.

Zacznij tu i teraz, z tym co wiesz i z tym co masz

Wdech i wydech.

Na tej stronie regularnie umieszczam artykuły, które pomogą Ci opanować podstawy funkcjonalnego podejścia do diety i zdrowia naszych pupili.  Zrobię, co mogę, by ułatwić Ci wdrożenie tej wiedzy. Bez względu na to, jakie jest Twoje doświadczenie czy finanse.

Nic nie musisz kupować, by zacząć.

Nic nie musisz wyrzucać, by zacząć.

Po prostu zacznij czytać i sprawdź, co z tego Ci odpowiada.

Przewiń do góry