agamagiera

fitoterapeuta dla psa Aga magiera
fitoterapeuta psy zioła dla psa

Nazywam się Aga Magiera.

Jestem psim fitoterapeutą 

i mam fioła na punkcie ziół i medycyny funkcjonalnej! 

I Tatr.

I buldogów francuskich.

A także wszystkiego, co psów dotyczy.

Od  5 lat aktywnie  i skutecznie pomagam Opiekunom 

w walce o lepsze zdrowie ich zwierząt.

Posiadam:

Wiedzę i praktykę z zakresu weterynaryjnej dietetyki klinicznej, diet surowych i domowych, a także dietoterapii w chorobach przewlekłych.

Wiedzę i praktykę z zakresu ziołolecznictwa weterynaryjnego (z naciskiem na psy).

Uprawnienia zawodowe Fitoterapeuty, które okazały się klamrą spinającą wszytko razem. 

Dzięki nim mogę legalnie doradzać w zakresie ziołolecznictwa, tworzyć dla Was formuły, określać dawkowanie oraz szkolić. 

Edukacja:

  • Zielarz – fitoterapeuta  – uprawnienia zawodowe.
  • Veterinary Herbal Medicine
  • Herbal Medicine for Dogs and Cats
  • Pet Master Herbalist– Academy of Natural Health Sciences
  • Clinical Pet Nutritionist(C.P.N)- Academy of Natural Health Sciences
  • Canine Diet Formulation– Certificate with Distinction, The Possible Canine,
  • Advanced Canine Nutrition Certificate (Cert.ACN)- Companion Animal Sciences Institute
  • Dog Cancer Diet Formulation & Managing Canine Cancer
  • TCVM Diet Therapy

posiadam wiedzę z zakresu:

  • fitoterapii weterynaryjnej (canine herbalism);
  • immunologii weterynaryjnej;
  • medycyny funkcjonalnej;
  • TCVM;
  • z zakresu diet RAW i BARF;
  • celowanych terapii dietą:
      1. w przypadku schorzeń przewlekłych, w tym alergii i raka czy chorobach tarczycy;
      2. odchudzania psa;
      3. opieki nad zwierzętami starszymi;
      4. w chorobach odkleszczowych;
      5. w chorobach stawów;
  • udzielania pierwszej pomocy;
     

Dodatkowo po pojawieniu się Suli:

  • podstaw zoofizjoterapii,
  • podstaw akupresury,
  • masażu leczniczego psów i kotów

Albo zaparz sobie kawę i poznajmy się bliżej!

Praktyczną wiedzę na temat terapeutycznego zastosowania ziół dla psów zdobywałam głównie poza granicą naszego kraju. 

Moimi mentorami byli i są m.in: Matthew Wood, Michael Moore, Rita Hogan, Cat Lane, dr. Ihor Basko, dr. Judy Morgan i wiele innych osób, z którymi ciągle się uczę i z których doświadczenia zawsze będę czerpać.

W mojej praktyce stawiam na rozwiązania indywidualnie dopasowane do konkretnego psa (i jego właściciela). Wyżej niż mody i schematy żywienia stawiam indywidualne potrzeby psa (stosując się m.in do zaleceń NRC).

Od wielu lat pomagam psom z alergiami i nietolerancjami – to, obok problemów neurologicznych, temat, który bezpośrednio dotyczył również moich psów. 

Mogę Ci pomóc wesprzeć terapię również w przypadkach m.in.: 

lęku/stresu, chorób tarczycy i innych problemów endokrynologicznych, IBS, zaburzeń trawiennych, zapalenia wątroby czy trzustki, zapalenia stawów, chorób nerek czy serca i wielu innych schorzeń.  

Zioła mają moc!

fitoterapia dla psa, Aga Magiera
"Męczyliśmy się z alergią u Tobiego przez 4 lata a z Agą odstawiliśmy sterydy w pół roku. Nie było łatwo, bo musieliśmy zupełnie zmienić sposób myślenia, ale było warto. Minęło właśnie drugie lato bez leków!"
rekomendacje aga magiera
Ewa
maltańczyk, Warszawa
"Nigdy nikt nie zadał nam tylu szczegółowych pytań i tak dogłębnie nie analizował historii naszego psa. Dostaliśmy bardzo czytelne wskazówki. Stan psa zdecydowanie się poprawił. Walczymy dalej!"
rekomendacje 2 aga magiera
Renia
buldog fr., Nowy Targ

Wszystko zaczęło się od miłości do psów

Bo i psy były koło mnie zawsze. Mniejsze, większe, kundelki i rasowce. Znajdowane, przygarniane, kupowane lub adoptowane. 

Ale ten jeden, szczególny, śpi teraz zwinięty w kłębek, co jakiś czas podnosząc głowę i sprawdzając, czy przypadkiem nie przemyciłam na biurko czegoś do jedzenia.

Nie jest sam.

Obok niego śpią dwie adoptowane w międzyczasie siostry. Cała trójka, czujna jak surykatki na pustyni, tylko czeka na sygnał do zabawy. Czasem dosłownie mam wrażenie, że wiedzą, kiedy stawiam kropkę w tekście lub kończę pracę. Momentalnie stoją przy nodze, zwarte w szeregu i gotowe.

Ale teraz, gdy tak patrzę, jak sobie spokojnie śpią, wiem jedno – chcę, by żyło im się jak najlepiej i – dla mojego szczęścia – jak najdłużej. 

Oczywiście, w pełni zdrowia.

Poznaj moje wesołe stadko

baton buldog francuskiPoznajcie Batona. Dzięki niemu zajmuję się dziś żywieniem i zdrowiem psów.

Zawsze chciałam zostać weterynarzem, jednak miłość do zwierząt to jedno a fobia przed krwią i igłami to zupełnie inna sprawa 🙂

Chciałam, ale wiedziałam, że nie podołam i nie zostanę lekarzem, który będzie sprawnie posługiwał się skalpelem. To było ponad moje siły. Dlatego wybrałam inną ścieżkę edukacji.

I to właśnie historia tego małego urwisa sprawiła, że wróciłam do tematów około-weterynaryjnych i poświęciłam mnóstwo czasu, by zrozumieć, jak mogę mu pomóc.

A dzięki temu – jak mogę pomóc innym psom!

Baton pojawił się u nas jako maluszek i mimo że podeszłam do jego zakupu bardzo poważnie, to sytuacja szybko nas zaskoczyła. 

Chłopak nie rósł, zaczął łysieć, w lecznicy byliśmy po kilka razy w tygodniu, wykluczając kolejne choroby. W tym czasie prowadziłam bardzo aktywne życie, wsparte zdrową i zbilansowaną dietą, z wielu powodów bliską paleo. Z tej przyczyny, zupełnie naturalnie skierowałam swoje skupienie w stronę żywienia malucha i postanowiłam żywić go w duchu barf.

Problem jednak zamiast się zmniejszać, zaczął się nasilać. Skonsultowałam się z „Ekspertką” polecaną na grupach, wprowadziła delikatną korektę diety, zapisała masę suplementów, obiecując, że szybko pojawi się zmiana na lepsze. Tymczasem mój pies słabł nadal. A ja absolutnie nie wiedziałam, co mam robić.

Alergia, zaburzenia wchłaniania – problemy zamiast się wycofywać, narastały lawinowo. Nic się nie zgadzało, nic nie szło tak, jak obiecywano w książkach. Kolejne osoby rzucały okiem na plan i nie umiały mi odpowiedzieć, co robię nie tak. Skupiłam się więc na szukaniu w plikach źródłowych i materiałach anglojęzycznych.

I tak to się zaczęło. Książka za książką, kurs za kursem, szkolenie za szkoleniem, live’y, webinary, szkoła i pochłonęło mnie to bez reszty.

W międzyczasie udało nam się wyprowadzić Batona na prostą. I żeby była jasność. Barf nie jest zły – barf był zły – dla niego, wtedy i w takiej schematycznej postaci, jaką bez skupienia na jego stanie zdrowia i potrzebach – nam zalecono!

Ta  historia nadal się toczy

sula buldog francuskiSula zamieszkała z nami w listopadzie 2016r.

W czerwcu zarejestrowałam się w fundacji zajmującej się adopcjami buldogów, czyli w Załodze Buldoga. Sula pojawiła się tam w lipcu a ja weszłam w jej historię i wpadłam jak śliwka w kompot. Poważne problemy z kręgosłupem, praktycznie niechodząca, problemy z załatwianiem się, ale wiedziałam już wtedy, że to ONA! I musi trafić do nas. Wyglądała zresztą jak bliźniaczka Batona! 

To nie był przypadek.

I jeszcze ten głęboki smutek w oczach.

Wiedziałam, że jej pomogę. Pisałam o tym w jej wątku natrętnie jak mucha. I w końcu w listopadzie dostałam info, że mogę zabrać ją z domu tymczasowego.

Stan Suli okazał się gorszy, niż wynikało to z opisów. Sula praktycznie nie chodziła, wlekła za sobą tylne nogi, po których na pierwszy rzut oka widać było, że mięśnie są zaniku. Jeśli nawet wstała, to po przejściu kilku kroków była już zbyt słaba by kontynuować. A dwa: szurała, więc nasz pierwszy wspólny mikro-spacer zakończył się odnowieniem obtarć na łapach. Takie „chodzenie” nie wchodziło w grę.

Niestety, weterynarz nie miał dla nas dobrych wieści, gdyż zmiany na jej kręgosłupie były tak stare i tak zaawansowane, że wstępne rokowania na poprawę stanu po operacji były znikome.

Już wtedy wiedziałam o potrzebie masowania łapki, by szybciej przywrócić jej sprawność. Teraz temat wrócił z dużo większą siłą. Weterynarz zasugerował nam inne możliwości, terapię fibroblastami,  rehabilitację i fizjoterapię. Zaczęłam mocno skupiać się na tym, by poprawić jej stan bez operacji. Szczególnie że przewrotu i takiej jednoznacznej naprawy zdrowia ta operacja nam nie gwarantowała.

Wiedziałam już wtedy jak zmienić jej dietę, jak ją dopasować, by dziewczyna zyskała na wadze, nabrała sił, ale i nie obrosła tłuszczem. Potrzebowałam jeszcze się dowiedzieć, jak mogę ćwicząc z nią w domu i ratować jej te łapki.

I znowu: rehabilitacja, akupresura, masaż psów, ćwiczenia, mobilizacja, zoofizjoterapia… wszystko trafiło w strefę mojego zainteresowania. Filmiki, relacje, szkolenia online, warsztaty online, konsultacje z fizjoterapeutami z USA, pokazy na zamkniętych grupach i wytrwałe masowanie łapek całymi tygodniami.

Domyślacie się zapewne, że nie pisałabym o tym, gdyby nie przyniosło to zamierzonych efektów.

Wiosną 2017 roku Sula była już osiedlowym postrachem wszystkich kotów :-D. Doszliśmy do momentu, gdy 5km spacerów nie było problemem. Chodzenie było wolniejsze, oczywiście inne jak u zdrowego psa, ale zaczęła pięknie uginać tylne łapki, co zlikwidowało szuranie. A w raz z tym – przyszła jej chęć na harce.

Gdy pierwszy raz wywróciła się na plecy, by wytarzać się w błocie, płakałam z radości.

Ta  historia nadal się toczy

bomba adoptowana z pseudohodowli, w typie buldoga francuskiegoTrzecia bulwa była przez nas nieśmiało planowana, ale nie wtedy 🙂

Gdy pojawiła się pilna potrzeba dania domu tymczasowego bidom odebranym z małopolskiej pseudohodowli, jechałam odebrać psa, który pomieszka u nas 2 tygodnie i nauczy się od Batona i Suli, że ludzie mogą być fajni – nic ponad to. Pójdzie w świat, do którego przygotuję jak najlepiej.

Tymczasem na stacji benzynowej wolontariusze przekazali mi nie jednego a dwa przerażone psy, jednego w typie buldoga i jednego w typie pomeraniana. Do mnie, zgodnie z ustaleniami miał jechać pomeranian – dziś zresztą bardzo szczęśliwy w innym domku. Buldog nie był dla mnie.

Historia Bomby w tamten dzień mogła skończyć się tragicznie. Pies został mi wydany już po interwencji weterynarzy, gdyż w trakcie transportu z pseudohodowli dostała udaru. Maleńkie 6 kilo trzęsącego się wytrzeszcza, mokra i śmierdząca – została wsadzona do mojego samochodu i szybką decyzją rzuciłam, że zmieniam ustalenia. Ona jedzie do mnie.

Sunia była przerażona, kłębek nerwów, płaszczyła się przed człowiekiem, sikała z przerażenia. Wraz z Maszą, pomeranianką, załatwiły mi ze stresu całe auto, nawet ciężko powiedzieć, którym końcem 🙂 Padł GPS, zatrzymała mnie policja za przekroczenie prędkości… i puścili wolno, widząc jakie wybrudzone wymiocinami cudaki mam w samochodzie.

Mała okazała się przylepą – zdrową fizycznie, ale zrujnowaną psychicznie. Pierwsze tygodnie to był koszmar. Bała się zgaszonych świateł w nocy. Jednego dnia się tuliła, drugiego chowała w szafie w najdalszym kącie. Nie potrafiła jeść z miski, nie potrafiła zachować czystości. Pies-Biegunka. Czy muszę jednak dodawać, że skradła nasze serca i została?

Jak się okazało w trakcie sterylizacji, jakieś bydle źle ją poszyło po cesarce. Jelita były pozrastane z macicą, co powodowało znaczny dyskomfort u psa. Sterylizacja z prostego zabiegu okazała się więc długim sprzątaniem i naprawianiem wszystkiego po kolei.

W międzyczasie konieczne było podkarmienie tej malizny. Z lękami radzimy sobie testując wszystko – znajomość fitoterapii, zoopsychologii, ćwiczenia ruchowe i umysłowe, metodę ttouch a nawet kamizelkę przeciwlękową.

W międzyczasie należało też znaleźć przyczynę tych wiecznych biegunek, naprawić te zdezelowane jelitka, przywrócić równowagę.

Bomba to niezniszczalna dziopa!

Ta  historia nadal się toczy

I wiecie co?

Nutrigenomika i nutrigenetyka – czyli stosunkowo nowe dziedziny wiedzy – a także tradycja Chińska czy holistyczna potrafią wyjaśnić dlaczego w przypadku Batona nie zadziałały w sumie dobre rozwiązania.  W tych dwóch skrajnie różniących się płaszczyznach (nowoczesna nauka kontra tradycja oparta na obserwacji) dochodzi się ostatecznie do tej samej odpowiedzi.

Ważna jest personalizacja. Ważne jest dopasowanie.

 Znajdujemy tu wyjaśnienie, dlaczego „diety”, nawet ściśle trzymane, na jednych działają, na innych nie.

I jak to żywienie dopasować, jak je spersonalizować, by wyciągnąć z tego najwięcej dla siebie. 

A co najciekawsze – ta nauka dotyczy również psów!

I to – dzięki moim psom – jest temat, w którym poruszam się jak ryba w wodzie. I to jest temat, który chłonę jak gąbka śledząc publikacje na pubmedzie i forach branżowych.

Dzięki temu, zarówno Baton jak i Sula, zdecydowanie poprawiły swój stan zdrowia. A Bomba – mimo że z natury jest słabym mikro pieskiem – uzupełniła niedobory i tryska energią.

Przewiń do góry